Wybierz rejon
Wybierz kraj
                             
Jak zdobyć Kilimandżaro

Jak zdobyć Kilimandżaro

Najwyższy szczyt Afryki, nie jest górą trudną do zdobycia, ale z uwagi na możliwość wystąpienia choroby wysokościowej, nie jest też górą łatwą. Wejście wymaga od nas pokonania własnej słabości, bólu głowy, zimna i niewygody.więcej>

Raport z wyprawy do Tajlandii (14 dni)


Raport z wyprawy do Tajlandii (14 dni )

Dzień 1
17:20 zbiórka na lotnisku, zapoznanie z uczestnikami (od razu wiedziałam, że mam super ekipę)
19:20 wylot przez Wiedeń do Bangkoku.

Dzień 2
Przylot do Bangkoku. Znowu czuję, że żyję. Taksówkami docieramy do hotelu. 4 osoby (w tym ja) wybierają tańszy hotel, a 4 decydują się na droższą wersję.
Przerwa na prysznic i krótki odpoczynek. Wspólny spacer po mieście, kolacja w jednej z ulicznych restauracji, degustacja (robaków, owoców etc). Oczywiście najpierw uczuliłam wszystkich na ewentualne zagrożenia kulinarne.

Dzień 3
Zbiórka o 8:30. Śniadanie. Zwiedzanie Bangkoku: Wat Po ( Wat Phra Keo zamknięte z powodu uroczystości pogrzebowych księżniczki), Świątynie Stojącego Buddy, wycieczka łódką po kanałach, wszystko bez problemowo jak zawsze.:) Wieczorem wspólna kolacja i knajpka.

Dzień 4
Zbiórka o 6 rano. Aby uniknąć tłumów turystów, wcześnie wyjechaliśmy do Damnoen Saduak na pływający targ (wszyscy byli zachwyceni). Po targu, przejazd do Kanchanaburii. Godzinka relaksu w basenie i pojechaliśmy do Świątyni Tygrysów. Ok. 16ej wynajęliśmy rowery i zrobiliśmy sobie przejażdżkę po okolicy m.in. na most na rzece Kwai (gdzie ku radości większości mieliśmy okazję podziwiać przepiękną burzę i biegać po kałużach). Wieczorem odwiedziliśmy bazarek, gdzie każdy znalazł cos dla siebie. A potem były masaże i rozmowy koło hotelu do później nocy. Jest cudownie.

Dzień 5
Zbiórka o 8:30. Śniadanie w hotelu. O 9ej wyjechaliśmy na wycieczkę: Wodospady Erewan, słonie, tratwy bambusowe. Z przejażdżki na słoniach nie każdy z uczestników był zadowolony, tratwy raczej się podobały, choć nie wzbudziły wielkich emocji, natomiast wodospady (7-ostatni) "powalił" nas wszystkich (mnie po raz kolejny). Radość i euforia rysowała się na twarzach każdego. Jeden z uczestników był tak oszołomiony pięknem natury, że zupełnie zapomniał o świecie i pognał w stronę kaskady zostawiając plecak ze wszystkimi ważnymi dokumentami i pieniędzmi. Na szczęście plecak się odnalazł a, a ja dostałam ważną lekcję, że ludziom trzeba mówić dosłownie o wszystkim. Tak naprawdę to się mu nie dziwiłam, w tak pięknych miejscach trudno nad sobą zapanować. Po wodospadach przejechaliśmy się po trasie kolei śmierci i wróciliśmy do hotelu ok. 17ej. Kolacja w podgrupach.

Dzień 6
Zbiórka o 9 rano. Powrót do Bangkoku i dalsza część zwiedzania. W programie była wizyta na farmie węży, ale wszyscy zrezygnowali. Przeszliśmy się do dzielnicy hinduskiej, gdzie spróbowaliśmy kuchni indyjskiej. Stamtąd spacerkiem do Chinatown, gdzie spróbowaliśmy kuchni Chińskiej, a następnie na Pat Pong. 3 osoby zrezygnowały z wizyty w "egzotycznych" barach i wróciły tuk tukiem do hotelu. Ja z dwoma parami udaliśmy się na Ping Pong show. Oczywiście pomimo wcześniejszego uzgodnienia ceny nie obyło się bez próby wyłudzenia kosmicznej sumy pieniędzy i kłótni z szefową knajpy. Szczerze mówiąc z całego show to najbardziej podobało się mojej ekipie i z radością wspominali tą przygodę do końca wyjazdu. Wróciliśmy z Pat Pongu koło 23ej. Pozostała część grupy wyciągnęła mnie na nocną eksplorację okolic KaoSan (a może to ja ich wyciągnęłam).

Dzień 7
Zbiórka o 9 rano. Na szczęście otworzyli świątynię Szmaragdowego Buddy - niesamowite miejsce jak z bajki, wciąż nie mogę się tym nacieszyć. Ku mojej wielkiej radości znalazły się nawet osoby, które chciały słuchać moich opowieści o symbolach, Buddzie, Ramajanie itd. Po zwiedzaniu świątyni czas wolny: zakupy, spacer po mieście itd. Wieczorem wyjazd ( o 19ej) nocnym pociągiem do Surat Thani. Tradycyjnie mała (no dobra nie taka mała) imprezka w wagonie restauracyjnym, który podobał się wszystkim. Już nawet mnie obsługa pociągu poznaje. Pytali się o poprzednią ekipę.

Dzień 8
Przyjechaliśmy do Surat Thani o 9ej rano (tradycyjne opóźnienie pociągu). Wynajęłam samochód i pojechaliśmy nad zatokę Phangnga. Na miejscu okazało się ze bungalowy w których planowałam się zatrzymać są zamknięte (w trakcie remontu), ale szybko znalazł się domek 300 metrów dalej. Wynajęliśmy łódeczkę i podziwialiśmy cuda natury, lasy namorzynowe, skały wyrastające z wody i wioskę na palach Ko Panyi. Wieczór był równie przyjemny gdyż trafiliśmy na święto, którego najważniejszą częścią było puszczanie na wodę kwiatowych wieńców z płonącą świeczką. Ma to symbolizować odejście złych duchów oraz zapewnić spełnienie życzeń. Nie omieszkaliśmy puścić swoich wianków.

Dzień 9
O godzinie 8:30 wyruszyliśmy do Ao Nang. Podróż zajęła ponad 3 godziny, a naszego "szalejącego" kierowcę wyprzedzały nawet tuk tuki. Był jednak na tyle miły, że nie jechał z nami główną drogą, dlatego mogliśmy nacieszyć się widokiem wsi i aromatem lasów. W Ao Nang 4 osoby (w tym ja) wybrały hotel tańszy, a pozostali znowu droższy. Dzień spędziliśmy na plażowaniu, masażach, spacerach. Jak ja nie lubię swojej pracy :).

Dzień 10
Całodniowa wycieczka na rajskie Phi Phi i snurkowanie na rafie. Wieczorkiem wspólna kolacja i przesiadywanie na plaży.

Dzień 11
Teoretycznie czas wolny, ale że wszyscy byli chętni wynajęliśmy łódkę i pojechaliśmy na całodniową wycieczkę na 4 wyspy i zatokę Prha Nang Cave. Ekipa była zachwycona. Jednym słowem tego nie można przegapić.

Dzień 12
Poranek plażowania. Z częścią grupy pojechaliśmy jeszcze raz nacieszyć się Phra Nang Cave.
O 15ej z trzema uczestnikami wyjechaliśmy autobusem do Bangkoku. Pozostała czwórka zdecydowała się na przelot. O godzinie 18ej wyjechali na lotnisko i sumiennie zdawali mi raporty z przebiegu trasy. Dolecieli bez przygód, a noc spędzili w hotelu, który zarezerwowałam im po wykupieniu biletów na samolot.

Dzień 13
Przyjechaliśmy do Bangkoku ok. 7 rano. O 10ej spotkaliśmy się z resztą grupy i pojechaliśmy zwiedzić dzielnice Dusit. Poszliśmy do ZOO z betonowymi drzewami. Potem zakupy, ostatnia pożegnalna "kolacja" w restauracji. Mnóstwo przemiłych słów i wrażeń. O godzinie 20 wyjechaliśmy na lotnisko, potem już tylko szybka podróż i przylot do Polski następnego dnia.

No to chyba tyle. Mogłabym napisać cały felieton o radości, wzruszeniach, reakcjach itd., ale takich rzeczy chyba nie pisze się w raportach. Wydaje mi się, że wyprawa była udana. Ludzie naprawdę wspaniali i bardzo różni. To niesamowite, że ludzie otwierają przed nami - pilotami swoją duszę. Często czułam, że uczestniczę w czymś naprawdę ważnym dla drugiego człowieka. Byli ludzie, którzy znajdują się właśnie w przełomowym momencie swojego życia, a ten wyjazd był dla nich jak kierunkowskaz, a nawet pomógł podjąć ważne decyzje dotyczące przyszłości. Poza tym nie ma chyba nic cenniejszego niż widok prawdziwego szczęścia, błysku w oczach i radości. Ja sama już tęsknie za Azją.
login lub nr karty klubowej

hasło:

Oblicz: 5-5-7-10-4-6+4-4+1+5+9+9-5+1+7-9+6+8+10-9+3+5-1-8+10+5-3+8+6-8+1+10+8+10-3-7+10+10-2-4+8-8-10=

Nie mam konta.
Nie pamiętam loginu / hasła.
          Brak rezerwacji.
 
                             
                             
Rowerem Drogą Śmierci

Rowerem Drogą Śmierci

Boliwia wabi podróżników wizją ekstremalnych wrażeń. Jedną z nich jest zjazd rowerowy słynną Drogą Śmierci.

więcej>
© Copyright KiribatiClub.pl