.

Blog Kiribati Club

Madagaskar - kraina nie tylko lemurów

20 marca 2013 Artykuł

Wyspać się w lesie, w którym żyją fossy? To chyba niemożliwe. Już od czterech nocy usiłuję zasnąć, ale...

Wyspać się w lesie, w którym żyją fossy?

To chyba niemożliwe… Już od czterech nocy usiłuję zasnąć, ale nawet naciąganie śpiwora na głowę i zatykanie uszu wszystkim co mam pod ręką, nie odgradza mnie od tego przenikliwego dźwięku, zawieszonego gdzieś pomiędzy przeraźliwym miauczeniem mordowanego kota, a rozpaczliwym płaczem dziecka. W czarnej jak smoła, nie rozjarzonej żadnym sztucznym światłem madagaskarskiej nocy, której czarność można by krajać nożem, brzmi to co najmniej upiornie.

I pomyśleć, że jeszcze do niedawna moi nocni goście uchodzili za gatunek wymarły, bezpowrotnie stracony dla przyrody. Powrócili jak duchy, przez nikogo nie oczekiwani, skreśleni z listy zwierząt zamieszkujących naszą planetę, podobnie jak dodo i wiele innych gatunków, które za swoje spotkanie z człowiekiem zapłaciły najwyższą cenę.

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zaczęto znowu sporadycznie widywać te zwierzęta. Jako biolog, w zasadzie powinnam czuć się zaszczycona, że te rzadkie stworzenia wyprawiają dzikie harce swojej pory godowej właśnie pod moją platformą i w tak dobitny sposób zaświadczają o swoim istnieniu. Słyszę, jak mówią: „wciąż jeszcze jesteśmy, rabunkowa gospodarka ludzka i bezwzględne polowania nie wytrzebiły nas doszczętnie.” I czuję się zaszczycona! Cieszy mnie to ogromnie. Wsłuchuję się w noc i myślę, że może także inne gatunki uznane za wymarłe zmartwychwstaną jeszcze tak samo jak one. Nie ukrywam jednak, że wolałabym, aby obecność swą demonstrowały za dnia i dały mi zmrużyć oko…

Czym jest fossa? Na pierwszy rzut oka zwierzę to wygląda dość dziwacznie – jak dziki melanż kilku drapieżników: widać w nim i kota i psa, i kunę. Tak naprawdę, jest niezwykłym endemicznym gatunkiem zamieszkującym Madagaskar, jedynym przedstawicielem rodzaju Cryptocrocta i największym ssakiem drapieżnym tej wyspy. Doskonale wspina się na drzewa i jest bardzo trudna do zauważenia w gęstwinie. Jej głównym zajęciem jest polowanie na lemury, ale w dobrze wyważonym świecie przyrody, o niezachwianych przez człowieka stosunkach,  nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia.

Jednak nie tylko dla fossy, ale także ze względu na bogactwo innych gatunków, warto odwiedzić ten niezwykły „ósmy kontynent”. Nie tylko ze względu na wiele niezwykłych gatunków dziennych i nocnych lemurów, ale także dla samych lasów – pełnych niezwykłej roślinności i rozśpiewanych cykadami. Wibrujący i przenikliwy głos tych owadów, zależnie od gatunku, osiąga spectrum dźwiękowe od odgłosów dentystycznego wiertła, poprzez lekki klekot grzechotki, aż do pracującego na pełnych obrotach świdra. Fascynujący świat Madagaskaru nie pozwala ani na chwilę odpocząć zmysłom. Zewsząd wyłaniają się  stworzenia wszelkiej maści i kształtu, małe i duże, szybkie i powolne, śmigają jaszczurki, nad głowami skrzeczą wielobarwne ptaki.

Nieskazitelny błękit nieba przecinają nagie ramiona baobabów, wyciągnięte jakby w niemym proteście przeciwko dewastacji tego prastarego świata. Bo Madagaskar to nie tylko bujna przyroda. To obraz zniszczenia i przestroga, co stanie się z naturą, gdy człowiek będzie bez żadnych zahamowań czerpał pełnymi garściami z jej bogactw, niszcząc przy okazji wszystko na swej drodze i nie myśląc o zachowaniu czegoś dla przyszłych pokoleń. Serce się ściska na widok osmalonych szczątków kilkusetletnich baobabów, z których popękanych od żaru pni, kozy i zebu radośnie wyjadają wypełniające je miękkie włókna. Wyspa boryka się z poważnym problemem braku wody. Rabunkowa wycinka lasu spowodowała gwałtowne jałowienie gruntu, mało jest już pastwisk. Do istniejącej sytuacji przyczynił się fakt, że przez stulecia wyspa była kolonią, a zaślepieni perspektywą zysków francuscy eksploatatorzy w najmniejszym stopniu nie przejmowali się ekologią. Teraz, aby móc nakarmić swoje stada, zdesperowanym mieszkańcom bardzo często nie pozostaje nic innego, jak własnoręcznie zadawać śmierć wielowiekowym drzewom.


A jednak nie jest Madagaskar wyłącznie krainą smutku! Warto go odwiedzić, bo jest niepowtarzalny także kulturowo, i nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi. Ludzie są radośni i przyjaźni, na ich twarzach mimo wszystko maluje się pogoda. Do wielu rzeczy podchodzą naturalnie, nie wstydzą się nagości, żadne przejawy seksualności nie stanowią dla nich tabu. Pewnego dnia w Morondavie obudził mnie o świecie głośny kobiecy śmiech. Gdy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam kilka nagich młodych dziewcząt myjących się w ogrodzie.

Malgasze są niezwykle serdeczni i gościnni. Do białego człowieka nie chowają zrozumiałej, skądinąd, urazy. Przytoczę tutaj moje spotkanie, które miało miejsce, gdy z przedmieścia Morondavy wyruszyłam po zakupy na oddalony o dwie godziny marszu rynek położony w centrum miasteczka. Droga długa i monotonna, pod stopami rozgrzana, spalona słońcem pylista droga. Nagle zaczepił mnie drobny mężczyzna w średnim wieku, ciągnący mozolnie wielki wózek wypełniony po brzegi drewnem. W języku francuskim (wciąż używanym oficjalnie na Madagaskarze) usiłował mnie przekonać, że taka wędrówka jest dla mnie zbyt wyczerpująca, że powinnam usiąść na jego wózek i wygodnie dojechać na miejsce. Oczywiście nie skorzystałam z tej wielkodusznej propozycji! Czasy kolonialne na szczęście już za nami!

Jeśli ktoś chce usłyszeć poranne śmiechy kobiet, niosących na głowach kosze pełne ryb z nocnego połowu, zobaczyć, jak czerwona może być ziemia i jak wspaniałymi kolorami mienią się lamba huani – kolorowe chusty materiałowe, którymi Malgasze owijają swoje ciała; jeśli chce zobaczyć uśmiechnięte, pomalowane gliną, by chroniła przed słońcem, wesołe twarze kobiece, poczuć nieznane zapachy i smaki, takie jak pieczeń z zebu lub wędzony miecznik; jeśli zechce skosztować dojrzewających w słońcu soczystych owoców  mango i papai albo słodkich patatów, podawanych tu z cukrem lub niepowtarzalnym, ciemno bursztynowym, prawie czerwonym miodem dzikich pszczół, powinien odwiedzić tę wspaniałą wyspę.

Przyszłość Madagaskaru jest niepewna. Według naukowców wyspa powoli się wykrwawia. Cała żyzna gleba, z powodu erozji, spływa wraz z deszczami do Oceanu Indyjskiego. Czerwone zabarwienie wód, dobrze widoczne z samolotu, potwierdza to smutne proroctwo. Warto odwiedzić tę wyspę, dopóki jeszcze zachowała część swoich bogactw, a fakt, że nie znajduje się ona w czołówce miejsc odwiedzanych turystycznie i dostępna jest tak naprawdę jedynie w porze suchej, dodaje  jej tylko uroku.

Natalia Osten-Sacken

Podobne artykuły

Wyprawy w ten region świata

Wyprawa - Dlaczego z nami?

Partnerzy:

Płatności:

Platności