Dokąd podróżujemy w 2026 roku? Odpowiedź jest znacznie ciekawsza niż lista najpopularniejszych kierunków. Coraz częściej wybieramy nie miejsca, lecz doświadczenia. Zamiast odhaczać kolejne atrakcje, szukamy ciszy, natury, autentycznych spotkań i przestrzeni na spontaniczne odkrycia. Na podstawie rozmów z setkami podróżników oraz obserwacji ostatniego sezonu przygotowaliśmy Barometr Podróży Kiribati Club 2026 - raport pokazujący, jak zmienia się sposób podróżowania i dlaczego właśnie te zmiany będą kształtować turystykę w najbliższych latach. Każdy sezon turystyczny opowiada własną historię. Nie tylko o miejscach, które przyciągają najwięcej podróżników, ale przede wszystkim o ludziach i ich potrzebach. Kierunki zmieniają się z roku na rok, pojawiają się nowe połączenia lotnicze, modne destynacje i kolejne listy miejsc, które „trzeba zobaczyć”. Jednak za każdą rezerwacją stoi znacznie ciekawsza historia niż sam wybór kraju na mapie. Jest nią odpowiedź na pytanie, czego ludzie szukają w podróży. W Kiribati Club od ponad dwudziestu lat organizujemy wyprawy na wszystkich kontynentach. Każdego roku rozmawiamy z setkami osób planujących swoje wyjazdy. Jedni marzą o pierwszym safari w Afryce. Inni od lat odkładają podróż na Alaskę. Są też tacy, którzy wracają z nami po raz piąty lub szósty i świadomie szukają miejsc, do których większość turystów nigdy nie dociera. To właśnie te rozmowy są dla nas najcenniejszym źródłem wiedzy. Pokazują nie tylko, które kierunki cieszą się największym zainteresowaniem, ale również dlaczego jedne wyprawy zyskują na popularności, a inne schodzą na dalszy plan. Dzięki nim możemy obserwować zmiany znacznie wcześniej, zanim staną się one widoczne w raportach branżowych czy podsumowaniach rynku. Barometr Podróży Kiribati Club powstał właśnie z tej potrzeby. Nie jest rankingiem sprzedaży ani zestawieniem najpopularniejszych wakacyjnych kierunków. Nie próbujemy przewidywać przyszłości ani wskazywać, gdzie „warto pojechać”. Chcemy pokazać coś znacznie ciekawszego – jak zmienia się sposób myślenia o podróżowaniu i jakie decyzje podejmują osoby, które wybierają wyprawy poznawcze zamiast klasycznych wyjazdów wypoczynkowych. Od kolekcjonowania miejsc do kolekcjonowania doświadczeń Jeszcze kilkanaście lat temu wiele osób planowało podróże według prostego schematu. Program miał być intensywny, atrakcji jak najwięcej, a każdy dzień wypełniony od rana do wieczora. Liczyła się liczba odwiedzonych miejsc, zdjęcia z najbardziej znanych punktów widokowych i poczucie, że podczas jednego wyjazdu udało się zobaczyć „wszystko”. Dziś coraz częściej obserwujemy zupełnie inne podejście. Podróżnicy nie pytają już wyłącznie o listę atrakcji. Znacznie częściej chcą wiedzieć, ile czasu spędzą w danym miejscu, czy będzie możliwość spokojnego spaceru, czy program pozwoli zatrzymać się tam, gdzie wydarzy się coś nieoczekiwanego. Coraz większą wartość ma dla nich elastyczność i przestrzeń na spontaniczne decyzje. To zmiana, którą dostrzegamy niemal na każdym kierunku. Niezależnie od tego, czy mówimy o Islandii, Tanzanii, Japonii czy Kirgistanie, uczestnicy wypraw coraz częściej wybierają jakość doświadczeń zamiast liczby odwiedzonych punktów na mapie. Nie oznacza to, że przestali interesować się zwiedzaniem. Zmieniły się jednak oczekiwania wobec samej podróży. Dziś ważniejsze staje się to, co można przeżyć, niż to, co można odhaczyć. To różnica, która na pierwszy rzut oka wydaje się niewielka, ale w praktyce zmienia sposób projektowania całych wypraw. Czego szukają współcześni podróżnicy? Podczas rozmów z uczestnikami naszych wypraw bardzo rzadko słyszymy dziś zdanie: „chcę zobaczyć jak najwięcej”. Znacznie częściej pojawiają się zupełnie inne odpowiedzi. Ktoś mówi, że od dawna marzy o zobaczeniu zorzy polarnej i chce poczekać na nią tyle, ile będzie trzeba. Ktoś inny opowiada, że chce usłyszeć ciszę islandzkich wyżyn, obserwować niedźwiedzie na Alasce, przejść kilka dni przez góry Kirgistanu albo spędzić wieczór z lokalną rodziną w Ameryce Południowej. To cele, których nie da się wpisać do klasycznej listy atrakcji. Najczęściej nie mają nawet konkretnej godziny rozpoczęcia ani zakończenia. Nie można ich zaplanować z dokładnością do pięciu minut, bo właśnie ich nieprzewidywalność sprawia, że zostają w pamięci na lata. Najlepszym przykładem są safari w Afryce. Owszem, każdy marzy o spotkaniu z lwem, lampartem czy słoniem. Jednak po powrocie z wyprawy uczestnicy znacznie częściej opowiadają o porannej ciszy nad sawanną, zapachu mokrej ziemi po deszczu, pierwszym świetle wschodzącego słońca albo o emocjach towarzyszących oczekiwaniu na pojawienie się zwierząt. To właśnie te chwile budują wspomnienia, choć trudno znaleźć je w programie wyjazdu. Podobnie wygląda to na Islandii. Wiele osób jedzie tam z myślą o wodospadach, gejzerach i lagunach lodowcowych. Wracają jednak z opowieściami o pustych drogach prowadzących przez surowe krajobrazy, o świetle, które zmienia się co kilka minut, i o poczuciu przestrzeni, którego trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej w Europie. Takie historie pokazują, że współczesna podróż coraz częściej zaczyna się tam, gdzie kończy się lista obowiązkowych atrakcji. Lato 2026 pokazało wyraźny kierunek zmian Tegoroczny sezon tylko potwierdził to, co obserwowaliśmy już od kilku lat. Największym zainteresowaniem cieszyły się wyprawy, których głównym bohaterem nie było miasto, hotel ani konkretna atrakcja, lecz natura. Islandia, Alaska i Kanada Zachodnia, Wyspy Owcze, Namibia, Kirgistan, Ekwador z Galapagos czy Zimbabwe, Zambia i Botswana to kierunki bardzo różne pod względem kultury, klimatu i geografii. Łączy je jednak jedna cecha, pozwalają znaleźć się blisko świata, który wciąż pozostaje dziki, rozległy i w dużej mierze niezmieniony przez człowieka. To właśnie tam uczestnicy naszych wypraw najczęściej mówią o poczuciu wolności. O przestrzeni, której nie ograniczają budynki ani tłumy. O możliwości obserwowania zwierząt w ich naturalnym środowisku. O krajobrazach, które nie wymagają filtrów ani specjalnych ujęć, by robiły ogromne wrażenie. Co ciekawe, podobne zainteresowanie obserwowaliśmy również w przypadku kierunków, które jeszcze kilka lat temu były wybierane stosunkowo rzadko. Kirgistan, Madagaskar, Galicja, Kolumbia Brytyjska czy Wyspy Owcze z roku na rok zyskują nowych miłośników. Nie dlatego, że stały się modne. Wręcz przeciwnie – wiele osób wybiera je właśnie dlatego, że wciąż pozostają mniej oczywiste i pozwalają zobaczyć świat z dala od najbardziej uczęszczanych tras. To ważna zmiana. Jeszcze niedawno popularność kierunku była dla wielu osób zachętą do wyjazdu. Dziś coraz częściej działa odwrotnie. Część podróżników świadomie szuka miejsc, które nie zostały jeszcze odkryte przez masową turystykę. Barometr, który tworzą podróżnicy W przeciwieństwie do raportów opartych wyłącznie na liczbach, Barometr Podróży Kiribati Club powstaje przede wszystkim z rozmów. To one pozwalają zrozumieć motywacje, których nie widać w statystykach. Dwie osoby mogą wybrać tę samą wyprawę na Alaskę, ale kierować się zupełnie innymi powodami. Jedna chce spełnić marzenie z dzieciństwa i zobaczyć niedźwiedzie brunatne w naturalnym środowisku. Druga potrzebuje kilku tygodni z dala od codziennego pośpiechu i szuka miejsca, gdzie łatwiej odzyskać spokój. Program jest ten sam, ale historia każdej z tych podróży wygląda zupełnie inaczej. To właśnie dlatego nie traktujemy naszego Barometru jako zestawienia najpopularniejszych kierunków. Jest raczej próbą opisania zmieniającego się sposobu myślenia o podróżach. Pokazuje, jakie wartości stają się dziś ważniejsze niż jeszcze kilka lat temu i dlaczego coraz więcej osób wybiera wyprawy, które zostawiają miejsce na ciszę, naturę, autentyczne spotkania i doświadczenia, których nie da się zaplanować co do minuty. Lato 2026 wyraźnie pokazuje, że podróżowanie wchodzi w kolejny etap. Zmienia się nie tylko mapa najchętniej wybieranych kierunków. Zmienia się przede wszystkim to, czego ludzie oczekują od czasu spędzonego w drodze. A to właśnie ta zmiana będzie w najbliższych latach kształtowała sposób, w jaki będziemy poznawać świat. Trendy, które zmieniają świat podróży - i dlaczego widzimy je także w Kiribati Club Jeszcze kilka lat temu większość raportów o turystyce koncentrowała się na prostych wskaźnikach. Liczyła się liczba turystów, sprzedanych noclegów czy nowych połączeń lotniczych. Dziś coraz częściej najważniejsze pytanie brzmi nie ile podróżujemy, lecz jak podróżujemy. To zmiana, którą potwierdzają zarówno światowe analizy rynku, jak i nasze codzienne doświadczenia. Z raportów Mastercard Economics Institute wynika, że coraz więcej osób wybiera podróże motywowane konkretnymi zainteresowaniami, potrzebą autentycznych doświadczeń, kontaktu z naturą czy lokalną kulturą. Sama cena przestaje być jedynym kryterium wyboru. Coraz większe znaczenie mają emocje, poczucie sensu i jakość przeżyć. To bardzo bliskie temu, co obserwujemy w Kiribati Club. Kiedy rozmawiamy z osobami planującymi wyprawę, rzadko słyszymy pytanie: „Ile atrakcji jest w programie?”. Znacznie częściej pojawiają się pytania o czas spędzony w konkretnym miejscu, możliwość zobaczenia zwierząt w naturalnym środowisku, wielkość grupy czy to, czy podczas wyprawy będzie przestrzeń na spontaniczne decyzje. Zmieniają się nie tylko kierunki. Zmienia się sposób myślenia o samym podróżowaniu. Coolcation - podróż za chłodem, a nie za upałem Jednym z najczęściej opisywanych zjawisk ostatnich dwóch lat jest coolcation. Jeszcze niedawno większość osób marzących o letnim urlopie szukała przede wszystkim słońca i wysokich temperatur. Dziś coraz więcej podróżników świadomie wybiera miejsca, gdzie latem jest chłodniej, spokojniej i bardziej komfortowo. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to zaskakujące. W rzeczywistości wynika z bardzo prostego powodu. Kolejne lata przynoszą rekordowe temperatury w wielu regionach Europy. Upały utrudniają zwiedzanie miast, ograniczają aktywność w ciągu dnia i sprawiają, że część osób zaczyna szukać alternatywy. OECD wskazuje, że zmiany klimatu wpływają już na sezonowość i geografię turystyki. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się regiony północnej Europy, Kanada czy obszary górskie, gdzie latem panują bardziej komfortowe warunki. Nie oznacza to oczywiście końca popularności południowej Europy. Włochy, Hiszpania czy Grecja nadal należą do najczęściej odwiedzanych krajów świata. Widać jednak wyraźnie, że obok klasycznych wakacyjnych kierunków pojawia się silny nurt osób, które zamiast trzydziestu kilku stopni wybierają piętnaście lub dwadzieścia. To zjawisko doskonale widać również w naszej ofercie. Islandia od wielu lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych kierunków Kiribati Club, ale w ostatnich sezonach rośnie zainteresowanie także Wyspami Owczymi, Alaską, Kanadą Zachodnią czy północnymi regionami Szkocji. Jeszcze kilka lat temu były to wyprawy wybierane głównie przez pasjonatów. Dziś trafiają do znacznie szerszego grona podróżników. Co ważne, decyzja o wyjeździe coraz rzadziej wynika wyłącznie z pogody. Osoby wybierające chłodniejsze kierunki często mówią o czymś zupełnie innym – o potrzebie przestrzeni, ciszy i kontaktu z krajobrazem, którego nie da się znaleźć w zatłoczonych kurortach. Slow travel przestaje być niszą Drugim zjawiskiem, które bardzo wyraźnie obserwujemy, jest rozwój slow travel. Choć samo pojęcie pojawiło się już wiele lat temu, dopiero teraz zaczyna być widoczne na dużą skalę. Nie oznacza ono wolniejszego przemieszczania się ani rezygnacji z aktywnego zwiedzania. Chodzi raczej o zmianę proporcji między liczbą odwiedzonych miejsc a głębokością ich poznania. Coraz więcej osób świadomie wybiera programy, które pozwalają zostać gdzieś dłużej. Wolą spędzić dodatkowy dzień w jednym regionie niż codziennie zmieniać hotel tylko po to, aby zobaczyć kolejną atrakcję. To zmiana, którą bardzo dobrze widać podczas naszych wypraw. Jeszcze kilka lat temu uczestnicy często pytali, czy można dołożyć do programu kolejne miejsce. Dziś znacznie częściej pojawia się odwrotna sugestia. Czy można zostać dłużej? Czy będzie czas na samodzielny spacer? Czy będzie możliwość usiąść w kawiarni, przejść się po lokalnym targu albo po prostu pobyć chwilę w miejscu, które zrobiło największe wrażenie? To właśnie z takich rozmów rodzi się filozofia podróżowania, która od początku była bliska Kiribati Club. Program jest ważny, ale nie powinien odbierać miejsca na to, co w podróży najcenniejsze – niespodziewane spotkania, rozmowy i sytuacje, których nie da się zapisać w harmonogramie. Natura staje się nowym luksusem Jednym z najciekawszych zjawisk ostatnich lat jest rosnąca wartość miejsc, które jeszcze niedawno wydawały się zbyt odległe lub zbyt wymagające. Namibia. Kirgistan. Madagaskar. Galapagos. Alaska. To kierunki, które łączy nie architektura ani wielkie miasta. Ich największym bogactwem jest natura. Jeszcze kilkanaście lat temu luksus kojarzył się przede wszystkim z wysokim standardem hotelu, prywatną plażą czy ekskluzywnym kurortem. Dziś coraz więcej osób definiuje go zupełnie inaczej. Luksusem staje się możliwość spędzenia kilku godzin bez zasięgu telefonu. Luksusem staje się możliwość obserwowania wielorybów, niedźwiedzi, pingwinów czy słoni w ich naturalnym środowisku, bez tłumu innych turystów. Nie jest przypadkiem, że raport Mastercard Economics Institute wskazuje rosnące znaczenie podróży związanych z naturą, dobrostanem i realizacją osobistych marzeń. To właśnie doświadczenia, a nie dobra materialne, coraz częściej stają się głównym powodem wydawania pieniędzy na podróże. To zjawisko obserwujemy praktycznie każdego dnia. Osoby wybierające wyprawę do Namibii rzadko zaczynają rozmowę od hoteli. Znacznie częściej pytają o wydmy, pustynię, zwierzęta i nocne niebo. Podobnie jest z Alaską, gdzie najwięcej emocji budzą niedźwiedzie, lodowce i możliwość zobaczenia miejsc niemal nietkniętych przez cywilizację. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że dla wielu podróżników największą atrakcją jest dziś świat, który nie został zaprojektowany przez człowieka. Mniej oczywiste kierunki przestają być alternatywą Jednym z najciekawszych wniosków płynących z tegorocznego sezonu jest rosnąca popularność miejsc, które jeszcze kilka lat temu pozostawały poza głównym zainteresowaniem rynku. Szkocja zamiast Londynu. Galicja zamiast Barcelony. Wyspy Owcze zamiast Islandii. Kirgistan zamiast Alp. Nie oznacza to, że klasyczne kierunki tracą na znaczeniu. Zmienia się jednak motywacja podróżników. Coraz więcej osób świadomie unika miejsc najbardziej zatłoczonych i szuka regionów, które zachowały swój lokalny charakter. To zjawisko potwierdzają również badania Skyscanner. Ponad jedna trzecia podróżnych deklaruje, że chce wybierać spokojniejsze miejsca, a niemal co trzeci planuje podróżować poza szczytem sezonu, aby uniknąć tłumów. To bardzo ciekawa zmiana, ponieważ jeszcze niedawno popularność miejsca była jego największą zaletą. Dziś dla części podróżników staje się argumentem, by poszukać czegoś innego. Odpowiedzialne podróżowanie przestaje być dodatkiem Zmienia się również podejście do wpływu turystyki na odwiedzane miejsca. Jeszcze kilka lat temu odpowiedzialne podróżowanie kojarzyło się głównie z ograniczaniem plastiku czy wyborem ekologicznych hoteli. Dziś temat jest znacznie szerszy. Podróżnicy chcą wiedzieć, czy lokalne społeczności korzystają na rozwoju turystyki. Interesują się działalnością lokalnych przewodników, rodzinnych pensjonatów i niewielkich restauracji. Coraz częściej pytają o zasady obowiązujące podczas obserwacji zwierząt czy odwiedzania parków narodowych. To nie jest chwilowa moda. To efekt rosnącej świadomości, że podróżowanie pozostawia po sobie ślad – i że każdy z nas ma wpływ na to, jaki będzie. Dlatego w Kiribati Club od lat współpracujemy z lokalnymi partnerami, korzystamy z wiedzy miejscowych przewodników i staramy się tworzyć programy, które pozwalają poznawać świat z szacunkiem dla ludzi i przyrody. Nie traktujemy tego jako elementu marketingu. Uważamy, że to po prostu naturalny sposób organizowania wypraw. Trendy są ważne, ale najważniejsi pozostają ludzie Raporty pomagają zrozumieć kierunek zmian. Pokazują liczby, porównania i globalne tendencje. Nie odpowiedzą jednak na pytanie, dlaczego konkretna osoba wybiera Alaskę zamiast Nowego Jorku albo Kirgistan zamiast kolejnego city breaku. Na to pytanie odpowiadają dopiero rozmowy. Dlatego obserwując światowe trendy, zawsze zestawiamy je z doświadczeniami naszych pilotów, przewodników i podróżników. Dopiero wtedy widać pełny obraz. I właśnie ten obraz pokazuje, że współczesna turystyka coraz bardziej odchodzi od pośpiechu, schematów i gotowych list atrakcji. Zamiast tego stawia na autentyczne doświadczenia, kontakt z naturą, spokojniejsze tempo i świadome wybory. To nie jest chwilowa zmiana. Wszystko wskazuje na to, że właśnie w tym kierunku będzie rozwijało się podróżowanie w najbliższych latach. Kierunki, które definiują sezon, i dokąd zmierza współczesne podróżowanie Po przeanalizowaniu zmian zachodzących w sposobie podróżowania oraz światowych trendów warto wrócić do pytania, od którego zaczęliśmy: co właściwie mówi nam lato 2026? Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: Islandia była bardzo popularna, podobnie Alaska, Namibia czy Kirgistan. Byłaby jednak odpowiedzią niepełną. Kierunki same w sobie nie są najważniejszą informacją. Są jedynie efektem decyzji podejmowanych przez podróżników. To, co naprawdę warto analizować, to powody, dla których właśnie te miejsca znalazły się w centrum zainteresowania. Dopiero wtedy zaczyna być widoczny obraz współczesnego podróżowania. Islandia nie jest już tylko kierunkiem. Stała się symbolem pewnego sposobu podróżowania Od wielu lat Islandia pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych kierunków w ofercie Kiribati Club. Z roku na rok nie słabnie zainteresowanie wodospadami, lodowcami, gejzerami czy czarnymi plażami. Gdy jednak rozmawiamy z uczestnikami po powrocie, bardzo rzadko słyszymy opowieści o konkretnych atrakcjach. Znacznie częściej wspominają coś, czego nie da się zaznaczyć na mapie. Mówią o świetle, które zmienia krajobraz z minuty na minutę. O pustych drogach prowadzących przez pola lawowe. O ciszy, której nie przerywa nic poza wiatrem. O poczuciu, że przez kilka godzin człowiek znajduje się w miejscu, gdzie natura wciąż wyznacza własne zasady. To właśnie dlatego Islandia stała się czymś więcej niż popularnym kierunkiem. Dla wielu osób symbolizuje sposób podróżowania oparty na zachwycie nad przyrodą, przestrzenią i prostotą. Nie bez powodu podobnym zainteresowaniem cieszą się dziś Wyspy Owcze. Choć są znacznie mniej znane, oferują bardzo podobne doświadczenie – spektakularne krajobrazy, niewielką liczbę turystów i poczucie, że świat może wyglądać zupełnie inaczej niż ten, do którego przywykliśmy. Alaska i Kanada Zachodnia pokazują, jak bardzo tęsknimy za dziką naturą Są miejsca, które trudno porównać z jakimkolwiek innym regionem świata. Alaska należy właśnie do nich. Dla jednych jest spełnieniem marzeń o zobaczeniu niedźwiedzi brunatnych, dla innych symbolem wielkiej przygody, a dla jeszcze innych okazją do doświadczenia krajobrazów, które niemal nie zmieniły się od tysięcy lat. To kierunek wymagający. Nie oferuje wygody dużych miast ani atrakcji dostępnych na każdym kroku. W zamian daje coś znacznie cenniejszego – możliwość zobaczenia natury w skali, której trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej. Podobnie wygląda sytuacja w zachodniej Kanadzie. Góry Skaliste, turkusowe jeziora, rozległe lasy i bogata fauna sprawiają, że wiele osób traktuje tę wyprawę jako spełnienie marzenia odkładanego przez lata. Co ciekawe, coraz częściej nie są to osoby szukające ekstremalnych przygód. To podróżnicy, którzy chcą po prostu znaleźć się w miejscu pozwalającym zwolnić i przypomnieć sobie, jak wygląda świat poza codziennym rytmem pracy, wiadomości i nieustannego pośpiechu. Afryka pozostaje kontynentem największych emocji Choć wiele mówi się dziś o chłodniejszych kierunkach, Afryka nie traci na znaczeniu. Wręcz przeciwnie. Namibia, Tanzania oraz wyprawy prowadzące przez Zimbabwe, Zambię i Botswanę należą do programów, które od lat budzą ogromne zainteresowanie. Nie dzieje się tak wyłącznie ze względu na safari. Afryka oferuje doświadczenia, których nie można odtworzyć nigdzie indziej. Obserwowanie słoni przy wodopoju o świcie, spotkanie z żyrafami na sawannie, cisza pustyni Namib czy potęga Wodospadów Wiktorii pozostają w pamięci na długo po zakończeniu wyprawy. Jednocześnie jest to kontynent, który uczy cierpliwości i pokory. Safari nie daje gwarancji spotkania konkretnego zwierzęcia o określonej godzinie. To natura decyduje o przebiegu dnia. Dla wielu osób właśnie ta nieprzewidywalność okazuje się największą wartością całej podróży. Coraz częściej słyszymy od uczestników, że największe emocje nie pojawiały się wtedy, gdy zobaczyli „Wielką Piątkę”, ale podczas pozornie zwyczajnych chwil – wspólnego śniadania w buszu, zachodu słońca nad sawanną czy nocnych odgłosów dobiegających z ciemności za obozem. To pokazuje, że współczesny podróżnik coraz częściej docenia samą drogę, a nie wyłącznie jej cel. Azja niezmiennie inspiruje różnorodnością Azja od lat zajmuje wyjątkowe miejsce w ofercie Kiribati Club. Japonia, Chiny, Malezja czy Kirgistan przyciągają zupełnie różnymi doświadczeniami, ale wszystkie pokazują, jak wiele twarzy może mieć jeden kontynent. Japonia fascynuje połączeniem nowoczesności z wielowiekową tradycją. Chiny imponują skalą i bogactwem historii. Malezja zachwyca tropikalną przyrodą i wielokulturowością. Szczególne miejsce zajmuje jednak Kirgistan. Jeszcze kilka lat temu niewiele osób rozważało podróż do tego kraju. Dziś staje się on jednym z najciekawszych przykładów rosnącej popularności mniej oczywistych kierunków. Przyciąga nie zabytkami światowej sławy ani luksusowymi kurortami. Przyciąga górami, ogromną przestrzenią, życiem nomadów i możliwością poznania świata, który zachował swój pierwotny charakter. To właśnie takie miejsca coraz częściej wybierają osoby, które mają już za sobą wiele podróży i szukają czegoś nowego. Europa wciąż potrafi zaskakiwać Jednym z ciekawszych wniosków płynących z tegorocznego sezonu jest rosnąca popularność europejskich kierunków, które do tej pory pozostawały nieco w cieniu. Dobrym przykładem jest Galicja, Asturia i Kraj Basków. To regiony, które oferują spektakularne wybrzeża, góry, doskonałą kuchnię i bogatą kulturę, a jednocześnie nie są kojarzone z masową turystyką w takim stopniu jak południowa Hiszpania. Podobnie wygląda sytuacja w Szkocji. Choć wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z Edynburgiem czy Loch Ness, prawdziwy charakter tego kraju odkrywa się dopiero poza największymi miastami – na wyspach, w Highlands i w niewielkich miejscowościach, gdzie krajobraz zmienia się z każdym kilometrem. Rosnące zainteresowanie tymi kierunkami pokazuje, że nawet dobrze znane regiony Europy można odkrywać na nowo. Jak powstają nowe wyprawy? Jednym z najczęściej zadawanych nam pytań jest to, skąd biorą się nowe kierunki w ofercie Kiribati Club. Nie istnieje jeden schemat. Czasami inspiracją są wieloletnie marzenia naszych pilotów i przewodników. Innym razem impuls wychodzi od samych podróżników. Zdarza się, że przygotowujemy program wyłącznie dla jednej rodziny lub niewielkiej grupy znajomych. Jeśli taka wyprawa okazuje się sukcesem i wzbudza zainteresowanie kolejnych osób, z czasem trafia do stałej oferty. To właśnie w ten sposób rozwijają się najbardziej autentyczne programy. Nie powstają dlatego, że dany kraj staje się modny. Powstają dlatego, że ktoś wraca z niego przekonany, iż warto pokazać go innym. To podejście sprawia, że oferta Kiribati Club nie jest zamkniętym katalogiem gotowych produktów. Jest żywym projektem, który zmienia się razem z podróżnikami. Co przyniosą kolejne lata? Choć Barometr Podróży opisuje przede wszystkim sezon 2026, trudno nie zadać sobie pytania o przyszłość. Nie wiemy, które kraje staną się najpopularniejsze za pięć czy dziesięć lat. Możemy jednak z dużym przekonaniem powiedzieć, że najważniejsze zmiany nie będą dotyczyły mapy świata. Będą dotyczyły ludzi. Coraz więcej osób będzie szukało podróży dających prawdziwy odpoczynek od codzienności. Coraz większą rolę będą odgrywały natura, autentyczność i mniejsze grupy. Coraz ważniejsze stanie się poznawanie miejsc poprzez ludzi, historię i lokalną kulturę, a nie wyłącznie przez listę najpopularniejszych atrakcji. Prawdopodobnie jeszcze mocniej wzrośnie zainteresowanie kierunkami, które do tej pory pozostawały poza głównym nurtem turystyki. Miejscami, gdzie łatwiej odnaleźć ciszę niż kolejkę do punktu widokowego. To właśnie dlatego patrzymy w przyszłość z dużym optymizmem. Nie dlatego, że świat staje się łatwiejszy do podróżowania. Wręcz przeciwnie – staje się bardziej wymagający. Wymaga większej uważności, lepszego przygotowania i świadomych decyzji. Jednocześnie daje możliwość przeżywania podróży głębiej niż kiedykolwiek wcześniej. Bohaterowie lata 2026 Największym zainteresowaniem w sezonie lato 2026 cieszyły się: Islandia Azory Szkocja Galicja, Asturia i Kraj Basków Wyspy Owcze Alaska i Kanada Zachodnia Kirgistan Gruzja Ekwador i Galapagos Indonezja Peru Kolumbia Namibia Zimbabwe, Zambia i Botswana Tanzania Madagaskar Chiny Japonia Hawaje USA Malezja O Barometrze Podróży Kiribati Club Barometr Podróży Kiribati Club jest naszą autorską obserwacją zmieniających się preferencji podróżników. Nie powstaje na podstawie ankiet ani prognoz tworzonych przez zewnętrzne instytucje. Opiera się na codziennych rozmowach z osobami planującymi wyprawy, doświadczeniach naszych pilotów oraz rzeczywistych wyborach uczestników. Nie próbujemy przewidzieć przyszłości ani wskazać jedynego słusznego sposobu podróżowania. Chcemy pokazać kierunek zmian, który widzimy każdego dnia. Wierzymy, że najlepszym źródłem wiedzy o tym, jak będzie wyglądało podróżowanie za kilka lat, nie są wykresy ani rankingi. Są nim ludzie, którzy z ciekawością świata wyruszają w drogę i wracają z przekonaniem, że najcenniejsze wspomnienia rodzą się tam, gdzie kończy się pośpiech, a zaczyna prawdziwe poznawanie miejsca. Być może właśnie to jest najważniejszy wniosek płynący z Barometru Podróży Kiribati Club 2026. Dziś podróż nie jest już tylko sposobem na zobaczenie świata. Coraz częściej staje się sposobem na to, by choć na chwilę spojrzeć na niego – i na siebie – z zupełnie innej perspektywy. Poprzedni wpis w kategorii Powrót do listy Następny wpis w kategorii
Przeczytaj także: Krajobraz i przestrzeń 9 lipca 2026 Między bębnami Bahii, a sambą Rio (BRAZYLIA-KARNAWAŁ) Jest tylko relaks 25 czerwca 2026 Pociągi marzeń - Glacier Express, Rocky Mountaineer, Reunification Express, Transsib Krajobraz i przestrzeń 19 czerwca 2026 Jet lag - jak sobie z nim poradzić?