Dla tych chwil podróżuję... cz.1 Przyjeżdżamy do San Juan del Sur. Już zaprzyjaźnieni z Nikaraguą. W Penitas na plaży w pobliżu Leon trafiamy na prawdziwe wesele i zostajemy zaproszeni do wspólnego świętowania. Tylko małe faux pas - nie byliśmy, jak wszyscy goście, ubrani na biało.Skosztowaliśmy tortu weselnego, szaleliśmy na parkiecie z piękną panną młodą o imieniu Soledad - imię to brzmiało w ustach roześmianej dziewczyny przewrotnie, bo soledad znaczy po hiszpańsku samotność. A ona wraz ze swoim przystojnym, ubranym również na biało mężem, nijak nie kojarzyli się nam z samotnością. Poprzedni wpis w kategorii Powrót do listy Następny wpis w kategorii
Przeczytaj także: Krajobraz i przestrzeń 29 stycznia 2026 Ameryka, którą znasz z kina. Podróż przez krajobrazy większe niż kinowy ekran. Krajobraz i przestrzeń 21 stycznia 2026 Graceland – dom Elvisa Presleya i amerykański mit zaklęty w architekturze Krajobraz i przestrzeń 8 stycznia 2026 Sokotra: bezpieczna wyspa, niepewna logistyka. Skąd to zamieszanie?